Dziewin na 102

1. Data wycieczki 11.05.2013

2. Liczba uczestników: 19( na starcie)

3. Prowadzący: Marek Kałużny

4. Trasa : Legnica, Pątnów Legnicki, Bieniowice, Buczynka, Miłoradzice, Miłosna, Redlice

5. Ciekawe miejsca i obiekty :

a) lasy lasy lasy i kwitnący rzepakJ

b) My sami J

6. Miejsca odpoczynku :

a) Buczynka – przymusowy odpoczynek po kolizji Zdzicha Palacza

b) Miłoradzice – przy sklepie, ZAMKNIETYM żeby nie byłoJ

c) Redlice – przymusowy po wystrzale opony i dętki w rowerze Biedugnisów

7. Pogoda : zachmurzenie ,chłodno, najpierw bez opadów, potem lekkie a potem pompownia. A potem bez opadów i jeszcze zimniej. Temperatura poranna 11 stopni C, popołudniowa też 11 J

8. Ilość przejechanych kilometrów : ok. 55km

9. Dodatkowe informacje :

Wyjazd godz. 11:00 spod „Neptuna”, powrót do Legnicy na raty: grupa zaraz po strzale opony i dętki, ja i Pan Biedugnis po naprawie roweru.

Zaczęło się jak należy, aż do Buczynki gdzie doszło do przecięcia trajektorii dwóch pocisków: Zdzicha oraz Zbycha J, którzy postanowili (przymusowo) przywitać się z matką Ziemią. Skończyło się na szczęście bez złamań, niestety bez szycia łuku brwiowego się nie obyło. Tylko dzięki błyskawicznej i fachowej pomocy wycieczka mogła pojechać dalejJ Żeby było ciekawiej wiało jak diabli..ale tylko chwilę, potem zaczęło za to popadywać a potem lać. Żeby było jeszcze ciekawiej, w miejscowości Redlice eksplodowała dętka w rowerze Biedugnisów. Sam przyczyniłem się własnym staraniem do przywrócenia sprawności technicznej tegoż wehikułu harleyopodobnego, ale nie na długo to wystarczyło, po oględzinach okazało się że i opona nadaje się do wy…rzucenia J Wzięła się i rozjechała no..;) Na pomoc został zawezwany serwis z Dobrych Sklepów Rowerowych, jednak ostatecznie i skutecznie pomógł Piotrek Worwąg z WORBIKE’u przywożąc trochę gumy i reperując piekielną machinę Guliwera ( bądź co bądź na gwarancji to to jest, czy było..HGW.) Z racji powyższego i niskiej motywacji grupowej do jazdy w paskudną pogodę i pieczenia kiełby w deszczu, grupa postanowiła zakończyć tę nierówna walkę z naturą i rozpocząć proces powracania dodom co też uczyniła niezwłocznie. Ja natomiast jak kapitan na statku pozostałem na polu walki i zszedłem z pokładu ostatni wraz z panem Krzysztofem, pomagając wcześniej naprawić rower i odsyłając Basię do domu samochodem serwisowym. Dziwin nie został więc osiągnięty, ale Ci którzy ze mną w te tereny się wybierają wiedzą już, że na pewno na nudę narzekać nie bądąJ Zapraszam za rok.