Bieszczady 2015

W dniach 26.06.2015 – 14.07.2015 roku odbył się pierwszy (miejmy taką nadzieję) BIESZCZADY TOUR Klubu Turystyki Rowerowej EKORAMA – LEGNICA.

Chęć udziału w przedsięwzięciu wyraziło czterech członków Klubu. Byli to (alfabetycznie):

- Krzysztof Biedugnis

- Arkadiusz Kasprowski

- Zbigniew Pundyk

- Artur Zywer

Przygotowania rozpoczęły się już w lutym.

Należało wyznaczyć i opisać trasy, przygotować sprzęt i wyposażenie, postarać się o stosowne zezwolenia na przejazd rowerami po szlakach turystycznych przebiegających przez Bieszczadzki Park Narodowy. Zostało wyznaczonych 11 okrężnych tras rowerowych i 4 rowerowo – piesze przez najatrakcyjniejsze miejsca w Bieszczadach. Już na etapie organizacyjnym nie przewidywaliśmy noclegów pod dachem. To założenie udało nam się zrealizować w 100%.

Z wyjazdu, ze względów zawodowych, zrezygnować musiał Arek, ale był on faktycznie czwartym uczestnikiem wyprawy. Towarzyszył nam przez cały czas wirtualnie i prowadził wyczerpujące relacje na swoim profilu na Facebooku. Kto wiedział i chciał, to mógł tam śledzić przebieg całej wyprawy. W momencie wyjazdu wręczył nam zasponsorowane przez siebie koszulki wyprawowe (BIESZCZADY TOUR 2015). Dojazd na miejsce podzieliliśmy na dwa etapy. Pierwszy nocleg mieliśmy w gospodarstwie agroturystycznym w Mokrzcu w okolicy Pilzna. Nie dość, że nocleg prawie nic nas nie kosztował, to gospodarze, na odjezdnym, obdarowali nas pokaźną porcją doskonałych wyrobów wędliniarskich i sokiem malinowym z własnego gospodarstwa. Tacy są właśnie ludzie na tzw. Ścianie Wschodniej.

Pierwszą i chyba najatrakcyjniejszą bazą wypadową w Bieszczady Wysokie było nieczynne już pole biwakowe w Widełkach k/Ustrzyk Górnych. Mieliśmy tu kameralne miejsce na biwak, „łazienkę” z bieżącą, ale niestety tylko z zimną wodą i „jacuzzi”, utworzone z kamieni w rzece. Nocowaliśmy tutaj 6 razy w namiotach, pod chmurką i w kabinie samochodu, zależnie od upodobań, pogody i stopnia lenistwa (niechęci do rozbijania i zwijania namiotów). W okolicy znajduje się bacówka, w której kilkakrotnie zaopatrywaliśmy się w sery owcze. Szczególnym miłośnikiem bryndzy był Zbyszek.

Odbyliśmy rowerowo-piesze wycieczki na Tarnicę (najwyższy szczyt Bieszczadów), Połoninę Wetlińską, na Małą i Wielką Rawkę, styk trzech granic (Polski, Ukrainy, Słowackiej), Bukowe Berdo i Szeroki Wierch. Połoninę Caryńską. Na trasie Muczne – Bukowiec, natknęliśmy się na liczne, świeże jeszcze tropy niedźwiedzia (patrz zdjęcia). Powtórnie spotkaliśmy ślad obecności niedźwiedzia (odchody) na Bukowym Berdzie. Z okolic Ustrzyk Górnych przemieszczaliśmy się w kierunku Wetliny, Cisnej, Lutowisk, Soliny i Komańczy. W Łopieńce, przy odnowionej cerkwi, spotykamy miejscowego barda, znanego jako „Rzeźbiarz”, potomka rdzennego mieszkańca Bieszczadów. Na naszą prośbę zaśpiewał kilka piosenek.

W Lutowiskach uczestniczyliśmy w lokalnych, tradycyjnych, bo już 36 Powojennych Targach Końskich połączonych z festynem. Wycieczka wokół Zalewu Solińskiego była najdłuższa i chyba najtrudniejsza. Ukształtowanie terenu, wysoka temperatura ,duża wilgotność i zmęczenie dały znać o sobie. Generalnie warunki atmosferyczne do zwiedzania i podziwiania widoków były wyśmienite. Można to skwitować jednym zdaniem: pogoda jaka panowała przez cały czas naszego pobytu w Bieszczadach nie miała prawa się zdarzyć. Ale się zdarzyła. Temperatura wahała się od 32o C w dzień do – 1o C w nocy.

Za dnia deszcz padał tylko jeden raz i to krótko. Dwa lub trzy razy padało w nocy, a raz przeszła burza z piorunami.

Przy dostatku wrażeń dla ducha (piękno Bieszczadów) nie stroniliśmy od wrażeń dla ciała (czytaj żołądka). Korzystaliśmy z każdej okazji aby dogodzić podniebieniu, a okazji do degustacji specjałów kuchni regionalnej nie brakowało. O smaku piwka, po całym, upalnym, dniu na rowerze w górach nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

16 dnia wyprawy opuszczamy Bieszczady i udajemy się w Pieniny, w okolice Krościenka.

Spędzamy tu dwa noclegi na łące w Sromowcach Wyżnych u bardzo miłych gospodarzy.

Przejeżdżamy polską i słowacką część Przełomu Dunajca. Widoki zapierają dech w piersiach mimo, że pogoda jest zmienna.

Dnia następnego wracamy do domu. W Koskowicach wita nas Arek szampanem.

W sumie przejechaliśmy na rowerach 605 km (pomiar satelitarny) i przeszliśmy pieszo najatrakcyjniejsze szlaki turystyczne w Bieszczadach.

Nie można stwierdzić, które odwiedzone miejsce było najatrakcyjniejsze i najciekawsze.

Wszystkie były wspaniałe i godne odwiedzenia.

Resztę niech dopowiedzą zdjęcia.

Ostatnim elementem przedsięwzięcia (już w Legnicy) było wręczenie Arkowi koszulki dokładnie takiej samej, w jakich my podróżowaliśmy.